wtorek, 28 lipca 2015

korespondencja z bezludnej wyspy: lekcje szczęścia






















Poza romantyczną otoczką, bezludna wyspa, na której teraz pomieszkuję z trzema blondynkami (rany, jak to pięknie brzmi, jeszcze raz muszę to sobie napisać, nawet większymi literami, a co, niech mam: TRZEMA BLONDYNKAMI! Ojką, Duffy i Hjarte), ma jeszcze inną fundamentalną zaletę. Pomaga przewartościować wiele spraw.

Owszem, do cywilizacji, na stały ląd, który tak naprawdę jest również wyspą, tylko znacznie większą i zaludnioną, musimy dopływać motorówką. Żeby napisać te słowa, korzystam z MacBooka Air, a internet, żeby je zmieścić w sieci, czerpię z iphona.

Gdy niedługo będę biegał albo w ramach codziennego cardio zrobię tabatę – ze względu na skały skłaniam się ku temu drugiemu - na nogi wsunę wykonane w kosmicznej technologii buty nike, a do uszu włożę najnowszy model bezprzewodowych, wodoodpornych słuchawek dla sportowców marki Beats. Oczy chronię w tej chwili przed słońcem kultowym modelem aviatorów od Ray Bana...

I jeszcze trochę mógłbym tak powymieniać. Ale nie chodzi o tworzenie listy zbytków. Rzecz w tym, że gadżety są po to – żeby ułatwiać człowiekowi życie. Tylko po to. Tymczasem dziś dla wielu zdobywanie ich stanowi sens życia. Dodajcie do tego przebywanie godzinami w odrealnionym świecie telewizji czy internetu i macie gotowy przepis na plastikowy świat z plastikowymi nieszczęśliwymi ludźmi.

Po kilku dniach życia na bezludnej wyspie, z widokiem na morze, góry - które mam na wyciągnięcie ręki i pijąc teraz na tarasie poranną kawę, nie mogę się nimi nazachwycać; po kilku dniach w niewielkim drewnianym domku, któremu niebawem stuknie sto lat, a luksus bieżącej słodkiej wody z węża zna ledwie od chwili; po kilku wieczorach przed kominkiem, sprzed którego widać mrugające do nas światła największych wycieczkowców na świecie; po kilku nocach w wiszących na ścianach wąskich i krótkich drewnianych łóżkach, które zaświadczają o tym, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu potomkowie wikingów byli drobni i niewysocy i nie potrzebowali większych; a jeśli ty potrzebujesz, to po prostu podkurcz nogi – po tym wszystkim człowiek uświadamia sobie, że na co dzień ludzie zagłuszają głosy swoich serc.

A serca nie potrzebują gadżetów.

Kazandzakis pisał w „Greku Zorbie”:

„Do późna w noc siedzieliśmy milcząc przy ogniu. Raz jeszcze poczułem, jak prostą, codzienną rzeczą jest szczęście - szklanka wina, kasztan, jakiś piecyk, szum morza. Nic więcej. Ale by to poczuć, że to wszystko jest szczęściem, trzeba mieć proste, naiwne serce”.

Nie, nie jesteśmy idealni, daleko nam do tego stanu, nie zawsze mamy naiwne serca. Choć żyjemy w pięknym, prostym i dostatnim świecie, gdzie życie jest znacznie łatwiejsze i spokojniejsze niż w innych częściach globu, i my często odnajdujemy w swoich sercach truciznę pustych pragnień, i nas niekiedy trzeba mocno zdzielić po łbach, żebyśmy wrócili na jawę ze świata aplikacji, które miały udoskonalić życie ludzi, ale ich z niego po prostu okradają.

One nam w tym pomagają. W powrotach na jawę. W znajdowaniu równowagi. Nasze miłości. Duffy i Hjarte. Obserwowanie ich jest dla nas nauką.

Inteligencja, energia, łagodność i pogoda małej Hjarte wykrada nam z każdym dniem ostatnie resztki serca, które z czysto biologicznego punktu widzenia pochowaliśmy przezornie, ale jak widać: na darmo - w najgłębszych zakamarkach dusz, aby podtrzymywały nas przy życiu.

Duffy jest wspaniałą matką i nie możemy wyjść z podziwu, jak wszystkiego uczy małą, jakim jest dla niej wzorem i jak ona ją na każdym kroku naśladuje.

Wspaniałe jest to – i to wielka lekcja dla nas - że dla nich jest tylko tu i teraz. Wszystkiemu, co robią, oddają się całym sobą, bez pamięci. Jak bawią się, nie istnieje dla nich świat, tylko one i zabawa, w której się zatracają. Gdy proszą nas o pieszczoty, wiemy, że ich całym światem w tej danej chwili jest właśnie potrzeba dotyku naszych dłoni i usłyszenia naszych czułych słów.
Nie ma dla nich ani wczoraj, ani jutro. Jest tylko tu i teraz.

Uprawiamy – można rzec – rodzaj handlu wymiennego. My z Duffy uczymy Hjarte poruszania się w świecie ludzi, wyznaczamy granice, wpajamy zasady.

A ona z mamą nie pozostają dłużne i dają nam znacznie ważniejsza naukę. Pokazują, że pełnia szczęścia zawiera się właśnie w tej jednej chwili.

Szczęśliwy, kto to potrafi dostrzec, szczęśliwy, kto potrafi tak żyć.

Nam się od czasu do czasu udaje.