środa, 30 września 2015

wszystko jedno, czy wolniej, czy szybciej

























Wbijasz się w gęstą noc, która ciężkim oddechem września wypełnia twoje płuca, rozmazuje cię, rozmywa. Wysokie obroty silnika giną w wibracjach muzyki.

Za Myśliwskim myślisz: ,,Jedyne miejsce człowieka jest tylko w nim. Niezależnie, czy jesteśmy tu, gdzie indziej czy gdziekolwiek. Teraz czy kiedykolwiek. Wszystko, co na zewnątrz, to jedynie złudzenia, okoliczności, przypadki, pomyłki. Człowiek jest sam dla siebie zwłaszcza tym ostatnim miejscem”.

Niepostrzeżenie wskazówka licznika osiąga kres, ale tobie jest wszystko jedno, czy wolniej, czy szybciej. Jakbyś nigdzie nie musiał dojechać. Nie możesz poczuć, że to ty, jesteś raczej domyślnością siebie, jakby poza sobą. Prędkość niesie cię, nadaje inny kształt, rozwiewa. Dłonie przesuwają się na kierownicy, zamykasz oczy, przeszywa cię dreszcz, giną myśli, powinieneś odczuwać strach, słyszeć potężne walenie swego serca, ale ono pracuje tak spokojnie, tak miarowo.

Dotykasz nieskończoności.

środa, 23 września 2015

biegnijcie!




















„Nigdy nie widać życia lepiej niż jesienią. Nigdy nie jest piękniejsze”.

Jeśli tak jak Stasiuk lubicie czasem sycić w sobie melancholię, nie ma dla Was piękniejszej pory roku.

„Zaczyna się od cieni. Robią się dłuższe. Słońce nie wznosi się już tak wysoko i wypłaszcza się łuk jego wędrówki. Kształty stają się mocniejsze. Mija skwar, znika płaskość krajobrazu właściwa letnim dniom. (...)
Dzięki niskiemu słońcu świat staje się wyrazisty, bardziej materialny. (...)”.

Skórę masz słoną od morskiego wiatru, włosy rozwiane, sukienkę mokrą od Bałtyku, za chwilę krótkim obiektywem i niskim słońcem września delikatnie narysuję Twoją twarz.

- Już! - krzyczę.

Kucam z aparatem w wodzie. Biegniecie. Magiczna chwila.

Pstryk.

I cóż mógłbym o tym napisać, żeby nie dotknąć banału? Że czasem żyję, jakbym śnił na jawie?

A może, że nigdy nie widać życia lepiej niż jesienią, że nigdy nie jest piękniejsze?

Stasiuk pisał, że wrzesień to piękny początek końca, ale nie u nas. Zanurzyliśmy się w tym czasie, jakby nigdy miał się nie skończyć, jakby wieczność była z nami.

wtorek, 15 września 2015

musicie się wciąż upijać














Na progu lata i jesieni piasek nie jest już gorący i przyjemnie pieści stopy. Łagodne fale Bałtyku w jednej chwili zmywają Twoje ślady. Wszystko wydaje ci się takie ulotne. Jakbyś był tylko domyślnością siebie.

W twoich żyłach krąży pita w nocy wódka. Upijasz się, jak kazał Baudelaire: „Trzeba być wciąż pijanym. To cały sekret; w tym tkwi wszystko. Żeby nie czuć straszliwego ciężaru Czasu, który miażdży wam barki i zgina grzbiet ku ziemi, musicie wciąż się upijać. Czym? Winem, poezją albo cnotą, wedle upodobania. Byle się upić”.

Więc jesteś na rauszu i wszystko wydaje ci się jeszcze mniej rzeczywiste.

Nie umiesz tego opisać.

Jest słoneczny wrzesień, jak dobrze pójdzie – połowa twojego życia, a ciebie wypełnia szczęście.

Szczęście to wyświechtane słowo o milionach znaczeń. Ty po prostu czujesz w sobie łagodność, wypełnia cię błogi spokój, ale i ogromna siła. Czas przepływa bezlitośnie przez palce, dni i tygodnie mkną jak sekundy, a ty płyniesz jak we śnie i tylko niekiedy musisz odganiać czarne chmury w sercu i głowie.

Mógłbyś poprosić kogoś, aby cię po prostu uszczypnął. Ale być może wtedy nabrałbyś większych podejrzeń i wszystko wydałoby ci się jeszcze bardziej nierzeczywiste.

Delikatne słońce września łagodnie dotyka twojej skóry, pod bosymi stopami czujesz muszle, piach i chłodne języki morza. Pozwalasz, aby ciepły wiatr bezwstydnie targał włosy kobiety, dla której bije twoje serce. Jej blond kosmyki plączą się w błękicie nieba, a ty nie możesz się nie śmiać.

Ukochana goldenka Duffy biegnie jak dzieciak w kierunku fal. Oczy jej pięknej czteromiesięcznej córki Hjarte pałają podnieceniem. Tyle wody i piasku. Takie szaleństwo jest po raz pierwszy jej udziałem. Stróżki słonej wody ściekają po jej kształtnej białej głowie.

Obie kręcą w piachu szaleńcze piruety.

Mała kuca naprzeciw ciebie i z podnieceniem patrzy, jak zaczynasz kopać dłońmi w piasku. Nagle, jakby dając upust rozpierającej ją radości, przekręca na bok główkę, zagląda ci w oczy, odskakuje w bok i oddala się w podskokach jak piłka.

Po chwili staje i unoszona dziką radością jak wypełniony helem balonik zaczyna nacierać na ciebie niczym byk na torreadora. I to tę właśnie chwilę utrwalasz na fotografii.

Na drugim planie Duffy i spokojny Bałtyk i już nic więcej nie mieści się w tle. To dobrze, bo tylko położyłoby się cieniem na tej jej czystej radości, przesłoniło płonące szczęściem oczy, które niczym słońce rozświetlają cały kadr.

Pobiega do ciebie i przynosi ci trochę morza.

Śmiejesz się pijany ze szczęścia.