Pamięci Agaty Kubskiej, zmarłej tragicznie współtwórczyni hodowli goldenów Adsum, naszej przyjaciółki
Nie wierzę w nic, co niedotykalne. Ani w duszę, ani w życie po śmierci.
Nie będę więc pisał: żegnamy Cię, Agato. Ona już tego nie przeczyta.
Piszę to, bo wierzę, że opór nicości można stawić tylko pamięcią. Że człowiek żyje tak długo, jak pamięć o nim.
Agata była częścią naszego świata. I tak ocalam cząstkę Jej i nas.
Agata była częścią naszego świata. I tak ocalam cząstkę Jej i nas.
Nie będę używał wielkich słów, bo one nic nie znaczą. Boję się ich.
Nie napiszę o przyjaźni, miłości, rozpaczy i że ze śmiercią człowieka bezpowrotnie odchodzą w niebyt całe wszechświaty, które w sobie nosił, a w sercach bliskich pozostaje pustka, której nie da się już niczym wypełnić.
Wielkie słowa nie mają znaczenia, nie potrafią dotknąć istoty, opisać bólu po stracie.
Napiszę za to, że uwielbiałem, jak Agata klnie i tego jej sposobu bycia będzie mi najbardziej brakować. Gdy na początku września, dwa tygodnie przed śmiercią, sklęła w naszym ogrodzie swoją ukochaną goldenkę Pinię, pomyślałem, że nie potrafiłbym piękniej wyznać miłości.
Było w tym i szelmostwo, i czułość.
Taka właśnie była Agata.
***
Tydzień temu wracały z przyjaciółką z gór. Wypadek był niedaleko domu. Agata zginęła z Pinią. Kierowca i cztery inne goldeny, które jechały samochodem, przeżyli.
- Wymyśliłam sobie ją. Czekałam na nią cztery lata. Tylko nie myślałam, że będzie tak samo jebnięta jak ja - mówiła nam Agata o Pini.
Ojka i ja, ze swoją bezgraniczną miłością do naszych goldenek Duffy i Hjarte, też byliśmy dla Agaty „jębniętymi patolami”. - W zasadzie to wszyscy jesteśmy podobnie jebnięci - mówiła.
Nie było z Jej ust dla nas większego komplementu, jak to, że jesteśmy jebnięci. Normalność byłaby dla nas i Agaty obelgą.
Mało jest takich ludzi, jak była Agata, wrażliwych i skromnych, którzy jednak mają odwagę i siłę żyć tak, jak sobie wymarzyli.
Trzeba mieć naprawdę dużo siły i odwagi, aby iść swoją ścieżką. Pętają nas konwenanse, wychowanie, oczekiwania innych. Czasem musisz być okrutny, żeby ocaleć, żeby nie dać się udupić, żeby wykoleić się z normalnej codzienności, wystrzelić w kosmos z tego zwykłego życia.
Ale to jedyna droga do wolności.
Agata nie dała się spętać, żyła, jak chciała, po swojemu, wbrew konwenansom.
Agata nie dała się spętać, żyła, jak chciała, po swojemu, wbrew konwenansom.
Żyła zbyt krótko, ale naprawdę.
Stworzyła z Magdą w Mrozowie pod Wrocławiem nie tylko wspaniałą hodowlę goldenów, ale przede wszystkim prawdziwy dom, otwarty, zawsze pełen przyjaciół. To było jedno z tych nielicznych miejsc, o których sama myśl, że są, dodaje człowiekowi otuchy, rozświetla największe mroki, gdy gasną wszystkie gwiazdy.
Czy da się osiągnąć w życiu więcej?
***
Agata oddała się ukochanym goldenom bez reszty. Żadna encyklopedia nie zmieściłaby jej wiedzy o rasie i powiązaniach genealogicznych. Goldeny były jej całym światem. Mimo to o swoim stadzie mówiła „te kurewstwo”. Bo taka była. Słodko gorzka. Inna niż wszyscy.
Jednak jak w żadnym jej przekleństwie nie było w tym „kurewstwie” nic zdrożnego, brzmiało to jak pieszczota. Czulej nie dało rady tego powiedzieć.
Będziemy tęsknić za tymi jej wszystkimi pięknymi bluzgami, za którymi skrywała delikatność. I za tym jej poczuciem humoru, które rozumiałeś tylko, jeśli nadawaliście na tych samych falach, co było dane nielicznym.
Po raz ostatni widzieliśmy się w naszym ogrodzie. Był piękny początek września. Odwiedziła nas ze swoim „kurewstwem” w drodze na wakacje nad morzem. Siedzieliśmy w cieniu drzew i rozmawialiśmy przy jej ulubionym cydrze. O czym? Nie mam pojęcia. O niczym ważnym. Zresztą to bez znaczenia. Równie dobrze moglibyśmy milczeć. Bo są ludzie, z którymi nie potrzebujesz słów. Najważniejsze i tak odbywa się zawsze poza słowami.
***
Myślę, jakie to wszystko kruche. W codzienności wydaje nam się, że jesteśmy nieśmiertelni, ale tak naprawdę w każdej chwili wszyscy stąpamy po bardzo cienkim lodzie. Nie ma chwili, żeby życie nie uciekało nam jak balon.
Czy jesteśmy w stanie stawić opór nicości? Nie wiem. Być może tylko pamięcią. Bo tak naprawdę umarli umierają dopiero z nami.
Dopóki Agata będzie w każdym z nas, czas jej nie zatrze, nie rozmyje, jakby jej nigdy nie było.
My tak ocalimy cząstkę Jej i siebie.
eden
fot. Oliwia Jaglińska